Przygoda ze słoniem

Właściwie to słoni było kilka, a cała przygoda miała miejsce w Tajlandii, na przepięknej wyspie Koh Samui, w 2011 roku. Pewnie myślicie, jak to, w 2011 i dopiero teraz się tym chwalisz??!! No tak.. prawda jest taka, że pomimo iż była to zdecydowanie jedna z największych przygód w moim życiu, niesamowita możliwość obcowania z dziką przyrodą, to jednak coś w tym spotkaniu sprawia, że odczuwam pewien rodzaju wstyd.. Wszystko fajnie, piękny ośrodek przygotowany dla turystów w środku tropikalnego lasu, pięknie ubrane słonie, potulnie wykonujące swoje zadania. Ale w głowie pojawia się to nurtujące pytanie: jak jest naprawdę? Jak te słonie są traktowane? Czy ich tresura odbywa się w godnych warunkach, czy w ruch idą kije? Bądź co bądź słonie przebywają na tej „farmie” w niewoli. Egoistycznie mam tylko nadzieję, że nie dzieje im się tam krzywda.

Przygoda zaczęła się od safari na grzbiecie słonia. Uczestnicy safari zasiadają na zamontowanych na grzbiecie słonia specjalnych ławeczkach. Na szyi słonia zasiada poganiacz. I tak, z tym całym ładunkiem, słoń, jakby siadła na niego mucha, rusza przed siebie, beztrosko zajadając się po drodze tym, co tylko znajdzie się w zasięgu jego trąby. Wydawałoby się, że słoń indyjski nie jest taki wielki, ale kiedy ma się na niego „wsiąść” z 2 metrowej platformy, to nagle urasta on do ogromnych rozmiarów! I kiedy tak idzie i się buja z boku na bok, a człowiek zerknie w stronę ziemi, to zaczyna się mocniej trzymać poręczy, bo upadek z pewnością nie byłby przyjemny.. Nie wyobrażam sobie jakby to było dosiadać słonia afrykańskiego!

jazda-na-słoniu-1024x682 Przygoda ze słoniem

Równie ciekawym przeżyciem było dotknięcie trąby słonia – wcale nie jest przyjemna w dotyku. Sprawia wrażenie żywego, chropowatego konaru, z licznymi gruzdami, ni to chłodna, ni to ciepła – ciężko mi w sumie opisać wrażenia jakie na mnie sprawiła. Palcopodobny wyrostek na końcu trąby jest ciepły i pokryty śluzowatą wydzieliną.

 

jazda-na-słoniu-1024x682 Przygoda ze słoniem

jazda-na-słoniu-1024x682 Przygoda ze słoniem

 

 

 

 

 

 

Kolejnym gwoździem programu były pokazy w wykonaniu dwóch młodzików – jedno ze słoniątek miało na kostce łańcuch, trochę to dawało do myślenia..  Jeśli kiedyś widzieliście występ słonia w cyrku to macie obraz tych występów: stawanie na tylnych lub przednich kończynach,  kręcenie hula – hop, czy nawet granie na organkach. Pocieszny to był widok, ale z całego dnia, wywoływało najwięcej niesmaku..

Nadszedł czas na niespodziankę: wodzirej poprosił widzów o ochotnika. Długo się nie zastanawiałam, i po chwili stałam na bramie, mając bronić jej przed strzelającym bramki słoniem!! Wiadomo, jestem takim bramkarzem, jak Donald Tusk piosenkarzem (pewnie pamiętacie zapowiedź spotu reklamującego 10 lat w UE, kiedy próbował śpiewać „Hey Jude” Beatlesów..), a widok „słoniątka”, które mnie przewyższało, rozpędzające się, żeby kopnąć w moją stronę piłkę, napełniło mnie wizją zmiecenia mnie w światło bramki, piłką lecącą z prędkością jaką Tsubasa Oozora przedziurawił siatkę w bramce w pamiętnym meczu znanej kiedyś bajki.. Na szczęście dla mnie, słoń był w ugodowym humorze i stosował się do zaleceń trenera, że ma przegrać – chociaż z moim zdolnościami i niepewnością o stałość moich kości i tak mógł wygrać. Wynik 2:1 dla mnie. Jeśli znajdziecie cierpliwość, możecie obejrzeć fotoreportaż:

Nagrodą za wygraną potyczkę był tajski masaż. Masażystą, z racji przegranej, miał być słoń! Chyba mam jednak zbyt wybujałą wyobraźnię, bo kładąc się na kocyk, miałam wizję, jak słoń nagle wpada furię i zaczyna stepować na moich plecach, zamieniając mnie w kolejny kocyk, tylko nieco krwawy.. Ale oczywiście nic takiego się nie stało. Otóż stopy słonia są bardzo wrażliwe, jeśli słoń ma taki zamiar, może nadepnąć nam na stopę nie czyniąc nam żadnej krzywdy. Masaż był bardzo przyjemny, ale nie oszukujmy się, nawet stopa słonia potrafi wywołać niezłe łaskotki, a masaż pupy tą metodą wywoła atak śmiechu nawet u największego mruka. A jak już pójdzie w ruch trąba! Wyobraźcie sobie miękką, elastyczną, wilgotną i ciepłą rurę od odkurzacza, która ktoś próbuje zrobić Wam malinkę – bardzo śmieszne uczucie 🙂 Na koniec jeszcze poprawka uczesania i człowiek od razu szuka chusteczek odświeżających 😉 Bardzo fajne doświadczenie.

Na wycieczce była para przebywająca w Tajlandii w swojej podróży poślubnej. Dlatego, pana młodego zaproszono na „noc poślubną”. A że to Tajlandia, i wszelkie zboczenia są na topie, to atrakcje miał zapewnić słoń masażysta. Niestety nie mam filmiku z tego wydarzenia – miny kolegi i odgłosy cmokania trąby o jego obnażone ciało – bezcenne! Noc poślubna odbywała się bez cenzury, a właściwie to jedyna cenzurą były spodenki, szczęśliwego pana młodego, czym słoń się wcale nie przejmował 🙂 Wszyscy mieliśmy niezły ubaw, nawet słoń wydawał się ucieszony swoimi zabiegami 🙂

Pomimo, że pewien niesmak z tych wydarzeń pozostał (świadomość, że być może przyczyniłam się do złego traktowania zwierząt), to i tak ten dzień na zawsze zapisze się w mojej pamięci. Chciało by się mieć nadzieję, że opiekunowie słoni dbają o nie, i odwdzięczają im się swoją opieką, za możliwość zarabiania pieniędzy na turystach. Niestety kije z hakiem w rękach poganiaczy i łańcuchy na nogach słoni i małp nie pozostawiają złudzeń: narzędzia musiały być używane, żeby słonie wiedziały co może je spotkać przy próbie nieposłuszeństwa. Łańcuchy uniemożliwiają ucieczkę. Odpowiednia tresura, przy użyciu odpowiednich argumentów. Człowiek gdzieś tam podświadomie jest tego świadom, ale w swoim egoizmie, w pragnieniu przeżycia czegoś niesamowitego, chęci obcowania z dzikim zwierzem, odrzuca myśl, że słoń jest dzikim i potężnym zwierzęciem, że nie koniecznie ten słoń ma ochotę na obcowanie z człowiekiem. Ale podstawia się takiego słonia w łańcuchu, w pięknym opakowaniu i człowiekowi wydaje się, że jest w jakieś baśni z 1001 nocy.. Podobnie jest w świątyniach tygrysów, gdzie tygrysy są otumanione narkotykami, a małe tygrysiątka odbierane matkom i zmuszane do picia z butelek, by podnieceni turyści sypali kasą.. Wydawało mi się, że mam jasne stanowisko w tej kwestii, a okazało się, że poleciałam na tą atrakcję jak ćma do światła, i jak tu świat ma być lepszy. Wstyd mi, wstyd. Weźcie więc pod uwagę kwestie etyczne, zastanówcie się na losem zwierząt, kiedy będziecie wybierać się do oceanariów (delfiny w zamkniętych basenach), na safari (spędzana zwierzyna do ogrodzonych parków), do świątyni tygrysów, czy słoni.

O autorze

Aneta Bywalec
Aneta Bywalec

Z zamiłowania przyrodnik, w życiu szczęśliwa żona i mama. Jeśli masz pytania lub uwagi, napisz do mnie: aneta@bpbywalec.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *