No Impact Man

Przedstawiam patrona mojego wyzwania na rok 2015: Colin Beaven, znany również jako No Impact Man. „No Impact Man” to projekt z 2007 roku, który polegał na rezygnacji z wytwarzania śmieci i marnowania energii elektrycznej. Projekt trwał rok, a uczestniczyli w nim Colin, jego żona Michelle i córeczka Isabel, zamieszkujący Manhattan. Zobaczcie trailer:

Cały film możecie znaleźć na films for action.

Colin Beaven jest pisarzem, który zajmował się historią. Pewnego dnia stwierdził, że chciałby swym pisaniem pomagać, coś wnieść w życie swoje, swojej rodziny i swoich czytelników. Tak właśnie narodziła się idea projektu, który ochrzczono „No Impact Man”. Oczywiście podstawowe hasła, które pociągnęły za sobą wszelkie zmiany dotychczasowego sposobu życia, to znane nam już REDUCE, REUSE, RECYCLE.  Założeniem projektu było sprawdzenie czy to możliwe, żeby w XXI wieku żyć bez śmiecenia i bez energii elektrycznej. Czy jest to praktyczne i czy można być przy tym szczęśliwym?

Z czego więc zrezygnowała rodzina Colina? 

  • nie wytwarzać śmieci
  • nie używać papieru toaletowego (!!!)
  • nie zużywać prądu i nie produkować CO2, a więc rezygnacja z windy, metra, taxi i samolotu
  • nie jeść jedzenia sprowadzanego zza granicy, spoza stanu (ograniczenie CO2 wydatkowanego na transport); rezygnacja z mięsa (ograniczenie emisji CH4, CO2, wycinki lasów związanej z hodowlą), jedzenia pakowanego i „take away” (tony śmieci)
  • rezygnacja z telewizora
  • Michelle zrezygnowała ze swojego wielkiego uzależnienia: zakupów i kawy.

Co w zamian?

  • lniane torby, lniane ściereczki na sery i tego typu produkty
  • kupowanie żywności na lokalnych marketach i u lokalnych producentów
  • zamiast środków publicznego transportu rowery i hulajnoga
  • zamiast ton śmieci – pieluchy wielokrotnego użycia, zamiast papieru toaletowego pocięta flanela, zamiast wyrzucania resztek jedzenia kompost, którym można użyźnić swoje uprawy (w centrum Nowego Jorku mieszkańcy mają swoje ogrody z uprawami – da się? da się!)
  • koniec z jedzeniem w restauracjach, do których jedzenie sprowadzane jest z daleka, koniec z kawą na wynos (kawa jest sprowadzana, a przy okazji powstają tony śmieci w postaci plastikowych kubeczków); w zamian gotowanie w domu
  • zamiast światła wieczorem świeczki z wosku pszczelego; później używali paneli słonecznych.

Jakie efekty przyniósł projekt?

Po pierwsze przyniósł wniosek, że da się żyć w zgodzie z przyrodą nawet w wielkim mieście i być przy tym szczęśliwym. Projekt zbliżył rodzinę, w dużym stopniu przez pozbycie się telewizora (nauka kreatywności i spędzanie czasu RAZEM, a nie wspólne siedzenie i gapienie się w ekran), ale też przez wyjazdy na pobliskie farmy (warto wiedzieć w jakich warunkach powstaje nasze jedzenie), wspólną próbę zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, uprawę ogródka, czy przejażdżkami rowerowymi (wcześniej Michelle miała o rowerzystach dość niecenzuralną opinię). Michelle tuż przed rozpoczęciem projektu była przed 40 i wyniki badań krwi wskazywały na wysokie zagrożenie cukrzycą. Powód? Brak ruchu, jedzenie fast foodów i odgrzewanych w domu gotowców oraz picie hektolitrów kawy sprzedawanej na wynos (z cukrem, mleczkiem i nie wiadomo z czym jeszcze). Zmiana diety, przejście na wegetarianizm, rzucenie kawy, jazda na rowerze i hulajnodze, sprawiły, że Michelle nie tylko schudła, ale zaczęła się znacznie lepiej czuć i w końcu przekonała się do gotowania dla siebie i dla rodziny. Rodzina Beaven`ów odkryła też jak dużo pieniędzy marnowali na nieprzydatne rzeczy, jak głęboko wpadli w pętlę konsumpcjonizmu. Dodatkowym więc plusem całego przedsięwzięciu były dodatkowe pieniądze zatrzymywane w kieszeni.

Projekt miał też pewien skutek uboczny, którego chyba nikt się nie spodziewał: rodzinę Colina i jego projekt zalała fala hate`u. Wrogie opinie osaczały ich nie tylko z sieci, ale też w najbliższym otoczeniu. Ludzie uważali ich za dziwaków, szalonych „zielonych”, czy hipisowców. Bo tak naprawdę nikt nie lubi jak komuś coś się udaje; jeśli nasza podświadomość podpowiada, że ktoś robi coś dobrego, możemy odkryć, że to co my robimy nie do końca jest dobre, automatycznie reagujemy niechęcią, wyrażamy sprzeciw, który jest formą obronną naszych przyzwyczajeń, a często po prostu naszego lenistwa.

Po co czekać aż rząd coś zrobi, aż korporacje coś zrobią, dlaczego ja czegoś nie zrobię? Jeden człowiek nie zmieni świata, ale może zainspirować innych do zmian. Bo nie chodzi o to, żeby się wszystkiego wyrzec, ale by zdobywać to czego potrzebujemy bez rujnowania planety. A czasami mniej znaczy więcej.

To co wiele osób zniechęca na starcie, czyli podjęcie działania, sukcesywne dążenie do celu, w tym przypadku przyniosło spektakularne efekty. Colin ze swoją rodziną zainspirował lokalne społeczeństwo, a teraz rozgłos projektu ogarnął cały świat.  Zapraszam na stronę projektu, gdzie znajdziecie między innymi porady jak żyć w większej harmonii ze światem, swoimi bliskimi i samym sobą.

O autorze

Aneta Bywalec
Aneta Bywalec

Z zamiłowania przyrodnik, w życiu szczęśliwa żona i mama. Jeśli masz pytania lub uwagi, napisz do mnie: aneta@bpbywalec.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *