Ostatnie dziecko lasu. Richard Louv

Ostatnie dziecko lasu” to wciąż głośna pozycja na forum międzynarodowym. Richard Louv poruszył w książce problem, który nazwał „deficytem przyrody„, a który odnosi się do coraz rzadszego, lub w skrajnych przypadkach całkowitego braku kontaktu dzieci z przyrodą. Problem nie dotyczy jedynie czasu wolnego, który młodzież spędza przed ekranami telewizorów i komputerów, ale też zmiany w systemie szkolnictwa, zmiany w prawie związanym z zasad korzystania z terenów zielonych, napiętnowania młodzieży grającej na osiedlach w piłkę, młodzieży która chodzi po drzewach lub co gorsza niszczy je budując na nich domki i fortece, a w końcu lęk rodziców przed swobodnym puszczaniem dzieci na podwórka, do parków, czy innych terenów zielonych. Tak więc pomimo dużej świadomości ekologicznej, powszechnej ochrony środowiska, społeczeństwo oddala się od przyrody. Cytując za autorem „przeciętne 8 – latki w Anglii lepiej radzą sobie z nazywaniem rodzajów Pokemonów niż miejscowych gatunków roślin i zwierząt”.

Książka nie tylko przynosi ponure myśli o utracie cząstki nas samych wraz z przemijaniem dzikości przyrody w naszym otoczeniu, ale też wzbudza tęsknotę do beztroskich zabaw w dzieciństwie, kiedy jedynym zmartwieniem było to, żeby rodzice nie kazali nam jeszcze wracać do domu. Człowiek jest częścią przyrody i nie może prawidłowo funkcjonować poza nią. Na szczęście jak dowiadujemy się z książki, wiele można zdziałać, aby nasze pokolenie nie okazało się „ostatnim dzieckiem lasu”. A jest o co walczyć, bo nie chodzi tu tylko o ochronę przyrody, ale o zdrowie psychiczne, prawidłowy rozwój emocjonalny i dobrą kondycję fizyczną naszych dzieci i nas samych.

ostatnie dziecko lasu

Przy okazji chciałam polecić Wam Wydawnictwo i Księgarnię Mamania, skąd mam tę książkę – wszyscy rodzice obowiązkowo powinni się bliżej z nią zapoznać, można w niej dostać naprawdę ciekawe książki. Także polecam 🙂


Post powstał we współpracy z Wydawnictwem i Księgarnią Mamania.

O autorze

Aneta Bywalec
Aneta Bywalec

Z zamiłowania przyrodnik, w życiu szczęśliwa żona i mama. Jeśli masz pytania lub uwagi, napisz do mnie: aneta@bpbywalec.pl

6 komentarzy

Skomentuj
  • Rodzicem nie jestem, ale to co piszesz o tej pozycji bardzo mnie zainteresowało. Sama widzę różnicę – pamiętam, jak ja będąc szkrabem łaziłam na wycieczki do lasu, biegałam po łąkach, grałam w piłkę. Teraz raczej pustawo. Znaczy, że coś się dzieje – i może warto by było zareagować. Chętnie poczytam tą książkę 🙂 Bardzo zachęcająca recenzja! 🙂

  • Już na kolejnym blogu czytam o tej książce. Znaczy, że warto przeczytać 🙂
    Ja dużą część dzieciństwa spędziłam w otoczeniu przyrody, w tym na kilkutygodniowych obozach harcerskich w lesie. I z perspektywy czasu widzę, jak dużo daje takie wychowanie.

  • To fakt, że coraz dalej nam od przyrody, choć tak głośno o różnych „zielonych” akcjach. Ostatnio złapałam się na tym, że nie wiem, jakie zboże jest na polu, a przecież uczyłam się tego w szkole dawno temu. Skleroza? Pewnie tak, choć też dużo ma do przyczyny to, że tak mało o tym mowa w massmediach.

  • Fajnie że o tym wspominasz bo to bardzo ciekawy temat. Ja staram się zabierać synka na spacery jak najczęściej ale jak będzie większy to chyba tak jak piszesz bałabym się go puścić samego bo tyle się słyszy o porwaniach czy pedofilach i nie wiadomo co robić…

  • Tak, wydawnictwo Mamania jest zdecydowanie godne polecenia wszystkim rodzicom aktualnym i przyszłym 🙂 Co do dzieci pożartych przez cywilizację, to niestety jest ich sporo. Taka anegdotka. Znajomi poszli do restauracji, gdzie jest kątek dla dzieci, tam też posadzili swoją latorośl i udali się na rozpoznanie terenu. Po chwili słychać ryk, jakby ktoś kogoś mordował, głos jednak nijak ich potomstwa nie przypominał, poszli jednak dla świętego spokoju się upewnić. Zastali swoje dziecko grzecznie bawiące się przy stoliku i jakieś obce dziecię ryczące w niebogłosy i próbujące powiększyć palcami motyla, który usiadł po drugiej stronie szyby… Tak, wiele dzieci zna przyrodę tylko z telewizora…
    Sama nie potrzebuję książki, która by mnie przekonywała do częstego badania przyrody razem z córką, są teraz dostępne w sprzedaży cudowne lupy z pojemnikami do obserwacji najmniejszych żyjątek z pól, łąk i ogrodów. Ale na to trzeba czasu i trzeba być z dzieckiem, żeby nauczyć je świata, a wielu niestety tego czasu po prostu nie ma :/

    • Niestety widzę wszędzie okropny trend zapewniania dzieciom atrakcji, żeby rodzice mieli święty spokój. Więc kilkulatki bawią się smartfonami, tabletami i innymi cudami, a potem jadą na wakacje z grupą rówieśników i nie potrafią się bawić, bo wyobraźnia utknęła w elektronicznym świecie.. Wiem, wiem, pewnie rodzice powiedzą „poczekaj, poczekaj, sama zobaczyć”. Może i zobaczę, może będę chciała choć minuty spokoju, ale to nie znaczy, że muszę ten spokój znajdować kosztem zdrowia i dzieciństwa mojego dziecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *