Myśliwy – nie taki zły jak go malują?

W mojej rodzinie nie ma żadnych myśliwych, leśniczych, ani nawet wędkarzy. Gdy hodowaliśmy nutrie, zatrudnialiśmy specjalistę do ich zabijania. Jedynie co było oprawiane u nas w domu to kury i karpie. Aż do studiów nie byłam zapoznana z tradycją myślistwa i jego rolą w gospodarce leśnej. Dla mnie myśliwy był ZŁY!

Tak po prawdzie myśliwego nie kojarzyłam nigdy z dobrym gajowym z Czerwonego Kapturka, ale z leśniczówkami i gospodami pełnymi myśliwskich trofeów: poroży, wypchanych łbów, kaczek i skór zdobiących ławy i podłogi przed kominkami. Takie pomieszczenia były dla mnie lekko przerażające i zdecydowanie odpychające. Myśliwy zabijał kochane przeze mnie zwierzątka, więc z definicji był zły i okrutny, a jego działania były wynikiem zadufania w sobie i bezduszności nad losem naszych mniejszych braci.

Często jest tak, że najbardziej zatwardziali przeciwnicy lub zwolennicy po prostu nie znają dobrze tematu, albo poznali argumenty jednej ze stron konfliktu. Tak było i w moim przypadku, przyznaję się do galopującej ignorancji zagadnienia myślistwa. Temat zgłębiłam jak wspominałam dopiero na studiach. To nie jest tak, że zmieniłam zdanie o myśliwych i ze złych stali się dobrzy w moich oczach. Bo według mnie nie ma co rozpatrywać zajęcia myśliwych w kategoriach dobra i zła – jest to praca jak każda inna, mająca swoje zadanie i ścisłe wytyczne. Mogę więc popierać założenia tego zawodu, ale nie koniecznie musi mi się podobać sam fakt zabijania zwierząt. No i zdecydowanie nie zacznę akceptować fotografowania się z ubitą zwierzyną z szerokim uśmiechem i wieszania trofeów w domu nad kominkiem. Po prostu mi się to nie podoba i już.

Jakie są obecnie założenia myślistwa? Według wikipedii, myśliwy to:

Historycznie osoba zajmująca się łowiectwem, uczestnicząca w polowaniach w celu pozyskania mięsa, skór oraz kości, poroża i innych trofeów łowieckich. Obecnie - osoba zajmująca się gospodarką łowiecką zgodnie z prawem łowieckim i etyką łowiecką.

Cóż znaczy łowiectwo. Według ustawy Prawo łowieckie z 13 października 1995 roku:

Łowiectwo oznacza ochronę zwierząt łownych i gospodarczych w zgodzie z zasadami ekologii oraz racjonalnej gospodarki rolnej, leśnej i rybackiej.

Dawniej, gdy nie było plastików i innych tworzyw sztucznych, człowiek wykorzystywał wszystko co oferowała natura. Obecnie trofea mają tylko prozaiczne znaczenie. Wykorzystuje się jednak mięso – miałam okazję jeść potrawkę z daniela i  muszę przyznać, że próżno w sklepie mięsnym szukać tak delikatnego mięsa.

Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że MYŚLIWY TO NIE TO SAMO CO KŁUSOWNIK (więcej o kłusownictwie możecie przeczytać we wpisie Dwa oblicza safari)!

Po drugie, paradoksalnie łowiectwo i myślistwo dały podwaliny polskiej ochronie przyrody. Już w X wieku pojawiły się ograniczenia  w wyniku rabunkowego korzystania z  żywych zasobów lasów i puszcz. W XI wieku Bolesław Chrobry ustanowił zakaz polowania na bobry. Zygmunt Stary wprowadził ochronę żubra, sokoła i łabędzia. Ustanowiono tzw. venatio magna – wielkie łowy, czyli przywilej władcy do polowania na grubego zwierza (żubra, tura, jelenia, dzika i niedźwiedzia). Z małych łowów venatio parva mogli korzystać zwykli poddani (ptactwo, lisy, bobry, zające). Możliwość polowania stały się w pewnym momencie przywilejem bogato urodzonych, szlachty i kleru. Zaczęto wyznaczać tereny, na których można było polować. W XV wieku powstały pierwsze przepisy nakazujące właścicielom gruntom, na których istniały pozwolenia na polowanie, utrzymania pogłowia zwierzyny, zwłaszcza grubej, której liczebność gwałtownie spadała. Przepisy prawa dotyczące kłusowników były bardzo surowe – człowiek pojmany na polowaniu na cudzej ziemi był karany śmiercią. W 1775 uchwalono ustawę łowiecką, która ustalała okresy ochronne.

http://www.sarenka-lubaczow.pl/images/zdjecie4a.jpg

http://www.sarenka-lubaczow.pl/images/zdjecie4a.jpg

 

Przeciwnicy polowań z pewnością zgodzą się ze mną, że jakie by nie były wzniosłe cele myślistwa, zalety łowiectwa i ich pozytywne skutki dla ekosystemu lasu, jest to jednak niehumanitarne i ogromnie stresujące dla zwierząt żyjących w lesie. Tłum ludzi – myśliwych i widzów, psia nagonka ujadająca wniebogłosy i pędząca za wszystkim co się rusza, dudniące rogi, huk strzelb. Zwierzę czuje ogromny stres, ucieka przed zgrają psów, w końcu jest nimi otoczone i szczute, po czym pada strzał, zwierze nieraz ranne ucieka jeszcze czas jakiś, aż serce nie wytrzymuje i zwierze pada martwe. Owszem, istnieją polowania z ambony, zabite zwierze nie raz nawet nie było świadome zagrożenia, ale polowanie nie trwa jeden dzień i nie kończy się na zabiciu jednego osobnika. Reszta stada, rodziny zrywa się do szaleńczej ucieczki.

Przeciwnikom polowań nie podoba się również idea wykorzystywania psów do szczucia dzikich zwierząt. W tym punkcie mam duży dylemat – co o tym myśleć? W przypadku używania psów do obrony stad przed drapieżnikami mało kto zgłasza zastrzeżenia, pomimo tego, że czasem psy zostają ranne albo po prostu zagryzione. No tak, ale tu pies zostaje wykorzystywany do stróżowania. A myśliwy? Używa psa do zabijania i  aportowania martwych kaczek. Pies zwiększa stres ściganych zwierząt i sukces strzelecki właścicieli. I pies z obrońcy zmienia się w agresora. Ale czy miałam coś przeciwko, kiedy w stodole zalęgły się szczury i spuściliśmy na nie psa? Nie bardzo (ale przez jakiś czas nie miałam ochoty go głaskać, a najbardziej unikałam kontaktu z jego pyskiem i jęzorem). Ale właściwie to użyliśmy psa do obrony domostwa przed obcym, czyli do tego do czego pies został stworzony. Tak teraz myślę, że w niedalekiej przyszłości powstanie wpis o rasach psów łowieckich i zasadach jakie obowiązują ich właścicieli. 1 stycznia 2012 roku zmieniono brzmienie art 33a ustawy o ochronie zwierząt. Wprowadzono legalne działania jakie może podjąć dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego wobec wałęsających się psów. Wcześniejszy zapis dotyczył „zwalczania” bez dokładnego zdefiniowania, wobec czego zdarzały się odstrzały psów. Psy z ras myśliwskich były przez to bardziej zagrożone, bo jakby mają w naturę wpisane polowanie i szczucie zwierząt, a więc myśliwi mogli brać je na odstrzał sądząc, że mogą zranić zwierzynę lub są używane przez kłusowników.

Widzę jeden paradoks w gospodarowaniu lasami. W lesie naturalnymi czyścicielami są duże drapieżniki, które ograniczają liczebność zwierząt roślinożernych, przez co młode drzewa są słabo zgryzane, dzięki czemu las może się odnawiać. Ofiarami padają młode, samice i stare samce. W lesie użytkowanym gospodarczo czyścicielami są myśliwi – tępią drapieżniki, hodują roślinożerców i polują na zdrowe samce dla ich trofeów, przez co następuje intensywne zgryzanie młodych drzew i trudności w odnawianiu lasu. I wydaje się ogromne kwoty na szkółki, na zabezpieczanie ich mechanicznie i chemicznie przed zgryzaniem. I gdzie tu sens?

Założeniem tego wpisu nie jest przekonywanie Was czy myśliwy jest dobry, albo zły. Wpis ma nieść przesłanie, że każdy kijek ma dwa końce, warto przyjrzeć się całości, aby mieć obiektywny obraz sytuacji.

http://www.maciora.pl/wp-content/uploads/yapb_cache/1386286224_.96mmsvfmueckw8gwkok800g88.ekdjdxruf9s8k40s08o080wks.th.jpeg

http://www.maciora.pl/wp-content/uploads/yapb_cache/1386286224_.96mmsvfmueckw8gwkok800g88.ekdjdxruf9s8k40s08o080wks.th.jpeg

O autorze

Aneta Bywalec
Aneta Bywalec

Z zamiłowania przyrodnik, w życiu szczęśliwa żona i mama. Jeśli masz pytania lub uwagi, napisz do mnie: aneta@bpbywalec.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *