Domowy tusz do rzęs

Jako zwolenniczka naturalnych produktów do pielęgnacji, miałam okazję wypróbować kilka tuszy do rzęs, które mieniły się mianem „naturalnych”. Mam bardzo wrażliwe oczy i wszelkie drogeryjne tuszy wywoływały silny dyskomfort i szczypanie oczu. Naturalne tusze pod tym względem dawały radę. Jednak ich ceny trochę zniechęcają. Poszperałam więc w sieci i postanowiłam zrobić sobie swój własny tusz do rzęs.

Tusz z żółtka kurzego

Pierwszym przepisem na jaki trafiłam, był tusz do rzęs z węgla aktywnego i żółtka kurzego według przepisu Ewy Kozioł z Zielonego Zagonka. Powiem szczerze, że to żółtko trochę mnie niepokoiło, ale postanowiłam zaufać Ewie i spróbować – zwłaszcza, że wszystkie składniki miałam w domu i koszt takiego tuszu jest doprawdy zerowy. Do wykonania tuszu potrzebne są:

  • 2 tabletki lub kapsułki węgla aktywnego – naturalne czernidło
  • 1 żółtko jaja kurzego – nawilża, nabłyszcza, wspomaga regenerację
  • 1 kropla olejku lawendowego – ma właściwości antybakteryjne, przedłuża żywotność rzęs, ma działanie relaksacyjne.

Tabletki należy rozgnieść i wymieszać z żółtkiem i olejkiem. Konsystencja będzie gęsta, ale w miarę płynna. I tu zaczynają się schody – otrzymaną mascarę trzeba umieścić w umytym i wysuszonym pojemniku po starej mascarze. Przy pomocy strzykawki i wykałaczki da się jako tako napełnić pojemnik, ale jest to problematyczne, bo tworzą się pęcherzyki powietrza, które wypychają tusz na zewnątrz. Ja byłam cała ubabrana i zmarnowałam przez to sporo tuszu. Tusz należy przechowywać w lodówce – jego trwałość Ewa ocenia na około 3 tygodnie.
Jak się sprawuje? Dobrze się rozprowadza, nie tworzą się grudki, nie rozmazuje się. Ale zapach żółtka towarzyszył mi cały czas, na dodatek zaczęłam popadać w paranoje, że dostanę salmonelli (chociaż mam eko jajka od kur mojej babci), albo trwale sobie uszkodzę wzrok. Konieczność trzymania tuszu w lodówce też mnie zniechęcała, a myśl, że za 2 – 3 tygodnie znowu będę musiała się „babrać” sprawiły, że zniechęciłam się do tej mikstury. Postanowiłam poszperać w internecie raz jeszcze.

Tusz z wosku pszczelego

Na kilku stronach przewijał się temat naturalnego tuszu do rzęs, ale w końcu znalazłam coś co mi odpowiadało – tusz z wosku pszczelego. Nie jestem uczulona na produkty pszczele, wosk nie jest drogi, więc postanowiłam jeszcze raz się „pobabrać”. Nie sądziłam tylko, że stacjonarne kupienie wosku będzie takie trudne! Zeszłam całe Tychy i nic! Na szczęście mama dostała wosk w sklepie pszczelarskim w… Żywcu! Lista składników:

  • 2 łyżeczki wosku pszczelego
  • 2 łyżeczki oleju kokosowego
  • 5 łyżeczek aloesu w żelu
  • 1/2 łyżeczki węgla aktywnego

Zamiast żelu aloesowego użyłam tańszej wazeliny. Wosk, żel i olej należy podgrzać, aż wosk się rozpuści. Dodać węgiel i wymieszać. Najtrudniejsze w tym przepisie (poza wypełnieniem pojemnika oczywiście) jest właściwe dobranie proporcji. Najlepiej mascarę przelewać ciepłą, kiedy jest najbardziej płynna. Jednak kiedy wosk jest rozpuszczony, wydaje się, że konsystencja jest za płynna. Jeśli doda się wazeliny, to mikstura gęstnieje. Ale gdy po chwili wosk chłodnieje, zaczyna tężeć i się okazuje, że mascara jest za gęsta i nie da się jej przenieść do pojemniczka po starym tuszu. Najlepiej więc rozpuścić wszystko zgodnie z przepisem i chwilę zaczekać, żeby przekonać się jaka wyszła nam konsystencja. Jeśli jest ok, to możemy lekko podgrzać, żeby łatwiej było napełnić pojemniczek. Jeśli:

  • mascara wyszła za gęsta – dodać wazeliny
  • mascara wyszła za rzadka – dodać wosku.

Muszę przyznać, że jestem zadowolona z tej mascary – dobrze się rozprowadza, nie skleja rzęs, nie ma zapachu, dobrze się zmywa, oczy nie szczypią, rzęsy są przyciemnione. Jeśli zamiast żelu aloesowego użyjecie wazeliny, to koszt takiej mascary będzie bardzo przyzwoity. Daty przydatności nie stwierdzam, będę używać, aż się skończy, a jest bardzo wydajny. No i nie trzeba go trzymać w lodówce. Ale następnym razem nie będę się bawić w napełnianie pojemniczka po mascarze, bo to syzyfowa praca, ale użyje flakonika po tabletkach – są też różnego rodzaje pojemniczki do domowej roboty kosmetyków, w które można się zaopatrzyć w każdej lepszej drogerii.

O autorze

Aneta Bywalec
Aneta Bywalec

Z zamiłowania przyrodnik, w życiu szczęśliwa żona i mama. Jeśli masz pytania lub uwagi, napisz do mnie: aneta@bpbywalec.pl

7 komentarzy

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *