Rośliny nas ocalą – recenzja + konkurs

Ponieważ październik to miesiąc bez mięsa, to będzie recenzja książki o roślinach. Ale nie byle jakich roślinach, ale roślinach leczniczych.

Miriam Borovich zebrała wiedzę o 15 roślinach leczniczych i napisała książkę „Rośliny nas ocalą” – 15 roślin leczniczych zdolnych puścić z torbami koncerny farmaceutyczne. Hasło reklamowe pierwsza klasa, ale czy to tylko marketingowy chwyt, czy prosta prawda?
Polacy są chyba największymi hipochondrykami w Europie, a ilość aptek i dostępnych w nich suplementów jest zatrważająca. A przecież nasze babcie od dawien dawna używały ziół w wielu codziennych dolegliwościach. Wiedzę o roślinach mamy zakodowaną w genach, bo przecież kto jako dziecko nie szukał liści babki lancetowatej, żeby przyłożyć do rozciętego kolana? Miriam proponuje nam powrót do korzeni, odrzucenie wszechobecnej chemii, która lecząc jedno schorzenie, pociąga za sobą konsekwencje zdrowotne.
Nie spodziewajcie się tu „znachorstwa”. Miriam zebrała rzetelną wiedzę, popartą badaniami naukowymi, którą przekazuje nam według schematu:

  • poznaj roślinę
  • substancje czynne
  • jak stosować
  • uprawa domowa
  • przeciwwskazania i interakcje.

Autorka wyraźnie podkreśla:

Ta książka nie zastąpi czujnego oka specjalisty w zakresie opieki zdrowotnej ani nie próbuje stanowić substytutu niezbędnych kuracji przeprowadzonych farmaceutykami. Zamiast tego ma na celu uświadomienie, że troska o zdrowie leży w jego własnych rękach.

Książka ta pełni swego rodzaju apel, aby nie dawać się manipulować koncernom farmaceutycznym, ale by przytomnie spojrzeć na własne dolegliwości, poszukać ich przyczyn i spróbować te dolegliwości załagodzić, a w najlepszym przypadku zlikwidować za pomocą roślin.
Osobiście bardzo mnie zaciekawił ryt historyczny, który Miriam wprowadza do ogółu książki, ale i dla każdej rośliny z osobna.

W książce znajdziecie wiedzę o tych 15 roślin leczniczych:

  1. Mięta
  2. Lukrecja
  3. Kocanka włoska
  4. Babka płesznik
  5. Kurkuma
  6. Dzurawiec
  7. Głóg
  8. Kozłek lekarski
  9. Żeń-szeń
  10. Czosnek
  11. Aloes
  12. Pokrzywa
  13. Mniszek pospolity
  14. Lawenda
  15. Miłorząb dwuklapowy

UWAGA KONKURS!
Z okazji swoich 13-tych urodzin, księgarnia internetowa Selkar ufundowała dla Was 3 egzemplarze książki „Rośliny nas ocalą”. Co trzeba zrobić, żeby dostać swój egzemplarz? W komentarzach pod tym postem napiszcie jaką roślinę, do jakich dolegliwości wykorzystujecie w swojej domowej apteczce. Na zgłoszenia czekam do końca 25 października.


Post powstał przy współpracy księgarni internetowej Selkar.

O autorze

Aneta Bywalec
Aneta Bywalec

Z zamiłowania przyrodnik, w życiu szczęśliwa żona i mama. Jeśli masz pytania lub uwagi, napisz do mnie: aneta@bpbywalec.pl

18 komentarzy

Skomentuj
  • Bardzo się cieszę że mięta znalazła się wśród roślin które autorka opisuje, ponieważ sama wykorzystuję ją w kuchni od dawna.
    Nic tak nie pomaga na niestrawność jak kubek zaparzonej mięty. Jako osoba która lubi dobrze zjeść, często mam uczucie przejedzenia, które łagodzi moja ukochana roślina. Towarzyszy nam w kuchni już od wielu lat. Będąc na wakacjach u babci i skarżąc się na ból brzucha, ZAWSZE ratowała nas zaparzoną herbatką z liści mięty. Suszoną dodawała do pierogów z kaszą i z serem, których można było jeść niezliczoną ilość bo przecież mięta wspomaga trawienie:). Na dodatek była to mięta która rosła za domem, bo ta kupowana na targu nawet „naturalna” nierzadko pachnie jak guma do żucia.
    Oprócz łagodzenia poczucia niestrawności, mięta doskonale sprawdza się jako dodatek do drinka mojito, a nie znam osoby która go nie lubi:) O ile mięta kupowana w doniczce sprawdza się super w kuchni także wizualnie na parapecie, tak rosnąca dziko jest NIEZASTĄPIONA!

    • Zdecydowanie śwież mięta, a nawet suszona, ale z ogródka ma niebywałą moc! Pamiętam jak na studiach tak mocno bolał mnie brzuch, że nie mogłam się ruszyć, czułam się jakbym miała skręt kiszek. Współlokator zaparzył mi mięte z ogródka swojej mamy i jak rękę odjął!

    • Marta, babcia jest z okolic Lublina? 😀 Mój dziadek stamtąd pochodził i babcia gotowała dla niego pierogi z miętą (o czym dowiedziałam się opowiadając jej o swoim odkryciu). Dziadek zmarł jak byłam mała, ona sama mięty nie lubiła, więc dowiedziałam się, że takie cudowne połączenie istnieje dopiero w wieku lat nastu, gdy pojechałam do Nałęczowa na wakacje i poszłam do baru serwującego pierogi.

      • Dokładnie tak:) Babcia mieszkała w Dysie pod Lublinem, obecnie Nasutów:) To super że jest lokal który serwuje pierogi z miętą, ja nigdy się z tym nie spotkałam, tylko w domu:)

  • Przy przeziębieniu w ruch idzie niezawodny zestaw: napar z lipy do popijania (najlepiej w towarzystwie imbiru i cytryny), napar z szałwii do płukania gardła, czarny bez w cukrze na osłodę 😉

  • Z przyjemnością przeczytałabym tę książkę!
    Jeśli chodzi o rośliny, to w naszym domu leczymy się głównie nimi. Na początki infekcji i podczas wszystkich chorób typu przeziębienie stosujemy 100% sok z dzikiej róży. Kupujemy go w takich buteleczkach, każdy domownik dostaje swoją butelkę i popija sobie z niej kilka łyków co jakiś czas. Ma niesamowite działanie, bo zawiera ogromne ilości naturalne witaminy C.
    Kiedy problem jest z gardłem, stosujemy zioła oraz imbir z cytryną. Do podstawowych środków na problemy z górnymi drogami oddechowymi należą u nas wywar z tymianku i lukrecji – nasze dzieci bardzo lubią taką mieszankę. Na gorączkę – wywar z lipy. Na ból brzucha mięta 🙂
    Nie wyobrażam sobie już leczenia zwykłymi lekami z apteki, skoro znalazłam tyle naturalnych sposobów na wsparcie odporności i przegonienie choroby. Rośliny mają moc 🙂

  • Moja domowa apteczka jest obficie wypełniona ziołami, znajdują się w niej:
    – liście ortosyfonu, liście mącznicy lekarskiej oraz świeżę owoce żurawiny – na zapalenie dróg moczowych
    – kwiat dziewanny – to nasza ulubiona herbata – na infekcje gardła
    – nagietek, mięta, wrzos, suszony owoc dzikiej róży – uspokajająco
    – wrotycz – przeciwpasożytniczo, antyalergicznie
    – dziurawiec- na wątrobę
    – czarny bez -syrop- na przeziębienia

    I inne zioła jeszcze znalazłabym tam..
    Ale książka przypadłaby mi się do pogłębienia swojej wiedzy.

  • Wspaniale byłoby przeczytać tę książkę!

    Dla mnie absolutnym hitem swego czasu okazała się pokrzywa. Wcześniej znałam działanie czosnku, mięty, rumianku… Za to pokrzywa była dla mnie głównie zielskiem, które lepiej omijać, bo parzy. Jedyne spożywcze zastosowanie znałam z opowieści męża o harcerskiej zupie ;-). Do czasu, aż zaszłam w ciążę i pojawiła się niedokrwistość. Od mięsa mnie odrzucało, łykane żelazo miało skutki uboczne. W końcu ktoś polecił mi pić pokrzywę. Najpierw musiałam się zmuszać do wypicia czegoś, co smakowało jak wywar z siana, z czasem zaczęła mi smakować. W dniu porodu hemoglobinę miałam idealną :). Dziś mój synek ma rok, a ja nie dość, że pijam pokrzywę, to sypię ją nam do zupy razem z natką pietruszki i koperkiem. I tylko co jakiś czas dzwonię do taty, żeby mi zrobił zapasy z mazurskiej działki. 😉 Pozdrowienia!

  • Z chęcią przeczytam książkę. Dziwi mnie, że nie ma w niej mowy o rumianku. Moim ulubionym ziole, dobrym na prawie wszystko. Jako napar do picia łagodzi dolegliwości przewodu pokarmowego (przetestowane po stokroć). Teraz kiedy czuję się źle, pije herbatę z rumianku zamiast sięgać po leki jakie wcześniej przepisał mi gastrolog. Efekt ten sam- plus zdrowsza wątroba i zero skutków ubocznych. Raz na jakiś czas używam rumianku do kąpieli- szczególnie po pracowitym dniu, kiedy skóra jest zanieczyszczona i zaczerwieniona. Dodatkowo, tak już dla kobiet- nasiadówki z rumianku, czy wkładki z jego dodatkiem (naturalnym, nie syntetycznym!) doskonale łagodzą kobiece dolegliwości oraz pomagają leczyć infekcje intymne (po raz kolejny- działają lepiej niż specyfiki z drogerii). Wszystko sprawdzone na sobie 🙂

  • Na moją alergię próbowałam już wszystkiego, a pomógł dopiero ogórecznik lekarki, a konkretnie olej z tej rośliny. Mam go zawsze pod ręką, to znaczy w lodówce 😉 bo tam się go trzyma po otwarciu.

    Tajemnicą jego działania jest jego bogaty skład. Olej z ogórecznika lekarskiego zawiera: flawonoidy, śluzy, garbniki, żywice, kwasy organiczne, sole mineralne – krzemu, potasu, magnezu, żelaza, cynku – a także duże ilości karotenu i witaminy C. I bardzo ważny składnik: boragoglandynę.

  • Bardzo obficie korzystam z dobrodziejstwa roślin przy okazji drobniejszych schorzeń. Sporo ostatnio o tym czytałam i cieszę się, że powstaje coraz więcej książek. Nie zamierzam leczyć się wyłącznie ziołami, bo to byłoby w wielu momentach ryzykowne, ale często zamiast płacić za maskujące objawy środki, lepiej wziąć coś, co działa i jest kilka razy tańsze.

    W związku z tym nie mam w swojej apteczce specyfików typu „rozpuszczalne środki na przeziębienie, po których za godzinę z uśmiechem na ustach i rozwianym włosem pobiegniesz do pracy, gdzie z rozpędu nawet awans dostaniesz za to, co zrobiłaś”. Zamiast tego robię pastę kurkumową, a potem piję z mlekiem. Serwuję to sobie na zmianę z naparem z imbiru – trę imbir na tarce, zalewam wrzątkiem, zostawiam na kilka godzin, a potem przecedzam. Wlewam 1/3 kubka, dopełniam wrzątkiem, cytryną i miodem. Dodatkowo w kominku aromaterapeutycznym palę olejek tymiankowy, który dobrze robi na drogi oddechowe. Przy ostatnim przeziębieniu piłam również syrop malinowy z dodatkiem fiołka, ponieważ fiołki mają działanie przeciwkaszlowe, a mnie się przypałętał lekki kaszel.

    Na ból gardła robię lipę (odciskając po zaparzeniu liście, żeby śluz z nich wpadł do kubka, a nie został wywalony na kompost), a także gotuję kisiel z siemienia lnianego. Świetnie łagodzi ból, zwłaszcza ten pochodzący z podrażnionej suchym kaszlem śluzówki.

    Na dolegliwości żołądkowe używam różnych ziół, w zależności od tego, co się dzieje. Wykorzystuję miętę, koper włoski, węgiel aktywny (w końcu węgiel to poniekąd też roślina ;)).

    Jako profilaktykę zapalenia pęcherza (lub w momencie, w którym czuję jakieś niepokojące objawy), sięgam po sok żurawinowy. W tym roku zamówiłam sobie z zaufanego źródła kilka kilogramów żurawiny i poza konfiturą do serów, zamierzam część zamrozić i dodawać do koktajli.

    Aby dbać o prawidłowy poziom żelaza, staram się dodawać do koktajli nać pietruszki, łącząc ją z roślinami bogatymi w witaminę C. W sezonie zdarza mi się też przygotowywać różne rzeczy z pokrzywy, zimą robię zakwas buraczany.

    Natomiast ciągle mam niedosyt wiedzy, wielu rzeczy nie umiem robić i chcę się nauczyć. Syropy kupuję od osób, które robią to domowymi metodami, ale w przyszłym sezonie chciałabym sama zrobić syrop z malin.

  • Zawsze szłam na skróty. Łatwiej sięgnąć po tabletkę, syrop czy maść – nawet niespecjalnie trzeba się wysilić w doborze lekarstwa, bo wskaże je lekarz lub pani w aptece. Albo podpowie reklama w telewizji. Ale odkąd zaczęłam przywiązywać większą wagę do jedzenia (jego jakości, tego jaki ma wpływ na mój organizm, moje samopoczucie i stan zdrowia), wkroczyłam w świat roślin i ich cudownych, dotąd mi nieznanych właściwości. Choć „wkroczyłam” to za duże słowo – raptem wdrepnęłam, bo wciąż czuję się laikiem w kwestii wykorzystywania roślin w celach leczniczych. Niemniej od pewnego czasu z niektórymi dolegliwościami rozprawiam się dzięki mięcie, pokrzywie, rumiankowi, imbirowi i lipie. Oraz czosnkowi oczywiście – profilaktycznie i w walce z przeziębieniem.

    Chciałabym jednak napisać o moim najnowszym odkryciu – kozieradce. Ma ona wiele różnych właściwości, ale ja zdążyłam polubić się dopiero z jedną z nich – napar z kozieradki pomaga baaardzo na bolące gardło 🙂

  • Moim ulubieńcem jest czarny bez.Dokładniej mówiąc jego kwiaty.Kremowe,pachnące,pylące. Robię z niech syrop bardzo dobry na przeziębienie i podnoszący odporność.Ale ja zwyczajnie go lubię (nawet gdy jestem zdrowa).Już teraz kiedy nadciąga październikowy wieczór,ciemny,deszczowy i ponury
    robię gorącą herbatę ,dolewam do niej syropu z bzu i rozsiadam się z książką.Dla mnie więc bzowy syrop z drobinkami słonecznego,kwiatowego pyłku jest najlepszym lekiem na zły ,jesienny humor.

  • Rosliną, która świetnie pasuje do tego trendu jakim jest EKOizm jest żyworódka. U mnie ta pierzasta piękność rośnie na parapecie. Nie dość że pięknie ozdabia mieszkanie to jeszcze służy pomocą w wielu sytuacjach.. Działanie ma podobne do aloesu.. Działa bakteriobojczo, przeciwzapalnie i regenerujaco na wszelkiego rodzaju rany, obrzęki i urazy skóry. Leczy trądzik. Zwiększa ogólną odporność organizmu i wspomaga w leczeniu dróg oddechowych. Ma również zastosowanie w leczeniu zębów i dziąseł, chorób układu pokarmowego, chorób kobiecych, cukrzycy, reumatyzmu i wiele innych.
    Taka dobra a wystarczy tylko trochę soku lub liść pozbawiony zewnętrznej błony i przyłożony na zmianę. Dodatkowo ładnie wygląda na parapecie.
    Dla mnie to największe dobro roślinne!

  • Bardzo dziękuję wszystkim za udział w konkursie – niech nagrodą będzie zdrowie płynące z roślin! 😉
    A książki wędrują do:
    Martyny, Beaty i Aleksandry – gratulacje i zerknijcie na maila!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *