Ewolucja w miejskiej dżungli – recenzja

Z wielką przyjemnością przedstawiam recenzję książki, która jutro ma swoją premierę, a której mam przyjemność być patronem medialnym. „Ewolucja w miejskiej dżungli” Menno Schilthuizena wydana przez Wydawnictwo Feeria Science ukazuje nowe, bardziej przystępne oblicze ewolucji.

Ewolucja z pewnością przynosi na skojarzenie Darwina i miliony lat skomplikowanych procesów przenoszących organizm z rozwoju na etapie w punktu A do rozwoju na etapie w punktu B. Tymczasem biolog Menno Schilthuizen zebrał obserwacje naukowców z różnych części świata (w tym swoje własne) w książce „Ewolucja w miejskiej dżungli”, aby pokazać, że ewolucja jest procesem dynamicznym i zachodzi na naszych oczach.

Na warsztat Menno wziął warunki miejskie, tak niedoceniane i znienawidzone przez większość przyrodników. Tymczasem jak się okazuje, warunki miejskie stwarzają niezliczoną ilość możliwości prowadzenia badań nad przyrodą bez konieczności gromadzenia ogromnych nakładów pieniężnych i starania się o pozwolenie prowadzenia badań w rezerwatach przyrody, czy na dalekich i niedostępnych wyspach mórz i oceanów.

Pierwszą bardzo fajną refleksją, która płynie z pierwszego rozdziału jest nasze postrzeganie działalności człowieka. Menno przyrównał wielkie miasto do mrowiska. Tak jak mrówki od milionów lat podporządkowują sobie otoczenie, tak człowiek swoimi osiedlami i działalnością podporządkowuje sobie zarówno przyrodę ożywioną jak i nieożywioną. Zarówno mrówki jak i człowiek zmieniają zasady gry w swym najbliższym otoczeniu, wykorzystując wszelkie dostępne sobie środki. Nie wszyscy na tym zyskują, ale dzięki tym działaniom, zarówno mrówki jak i ludzie zapewniają sobie w ten sposób przetrwanie na kolejne lata. Skala działania być może jest inna, ale w jaki sposób można ją porównać i ocenić który gatunek ma prawo do kolonizacji świata, a który nie?

ewolucja-w-miejskiej-dzungli-mrowisko Ewolucja w miejskiej dżungli - recenzja

Drugą refleksją było to o czym wcześniej już wspominałam. O znakomitych warunkach dla miłośników przyrody do obserwowania przyrody i prowadzenia badań naukowych w bliskim otoczeniu życia. Każdy kto spotkał się z terminem biogeografii wysp, wie, że w terminie tym niekoniecznie chodzi o wyspy na morzach i oceanach, ale o siedliska, które z jakiś przyczyn zostały rozczłonkowane i odizolowane od siebie, np przez drogę szybkiego ruchu, co uniemożliwia migrację między nimi. Tymczasem idąc tym tropem zastanówmy się ile takich „wysp” można znaleźć w mieście! Wystarczy popatrzeć na płyty chodnikowe, kraty zabezpieczające drzewa na skwerach, czy pojedyncze skupiska roślin zakorzenionych na murach budynków. A ogródki? Istny raj dla botaników i entomologów! A więc jeden solidny wniosek płynący z całej książki jest taki, że miasta nie są przyrodniczymi pustyniami.

Ale wróćmy do spraw ewolucji. Z jednej strony człowiek przez hałas, zanieczyszczenia, zabieranie siedlisk stwarza trudne do zamieszkania środowisko, ale z drugiej strony daje źródło niekończącego się pokarmu, łagodniejsze warunki siedliskowe (w miastach jest przeważnie cieplej) i ochronę przed dużymi drapieżnikami, które nawet jeśli to zapuszczają się raczej na peryferia niż krążą w centrum miast. Dla wielu gatunków zarówno roślin jak i zwierząt są to wymarzone warunki do bytowania. Ale konkurencja nie śpi i tu na arenę wkracza ewolucja. Aby móc zasiedlić nową niszę, trzeba się do niej jak najlepiej dostosować, a dostosowanie jest miarą ewolucji. I jak przeczytacie w książce są gatunki, które postanowiły przystosować się do życia w zanieczyszczonych rzekach, czy na terenach przemysłowych.

Jakie ciekawe przykłady można znaleźć w książce?

Książka jest niejako hołdem skierowanym dla niesamowitych możliwości matki natury, z których wciąż nie zdajemy sobie sprawy i których z pewnością mocno nie doceniamy. Mam tylko nadzieję, że książka nie zostanie odebrana jako przyzwolenie na dewastację środowiska i dalszy niekontrolowany rozrost technologii i osadnictwa „bo przecież przyroda się dostosuje”.
Trzeba pamiętać, że na każdy 1 gatunek który skorzysta na bliskim towarzystwie człowieka 100 innych gatunków lub nawet więcej zakończy swoje istnienie, lub będzie musiało drastycznie zmniejszyć swoją liczebność. Zostawmy więc ewolucję swojemu biegowi, ale starajmy się żyć w lepszej harmonii z otaczającym światem, bo może się okazać, że natura wystawi przeciw nam działa, które zniweczą tysiące lat rozwoju.


UWAGA KONKURS!

Z okazji premiery książki, której mam przyjemność być patronem, przygotowałam konkurs, w którym aż 4 osoby otrzymają swój własny egzemplarz książki „Ewolucja w miejskiej dżungli”.
Sponsorem nagród jest oczywiście Wydawnictwo Feeria – bardzo dziękuję za przekazanie nagród dla czytelników 🙂

A zadanie konkursowe polega na krótkim opisaniu w komentarzu pod tym postem gatunku rośliny lub zwierzęcia, które według Ciebie najlepiej przystosowało się do życia w polskich miastach. Jeśli mieszkasz za granicą spokojnie możesz opisać gatunek odpowiedni dla warunków w Twojej okolicy, napisz tylko o jaki kraj chodzi 🙂
Konkurs trwa do czwartku 25 kwietnia, do godziny 18.00.
Wyniki zostaną ogłoszone pod tym postem tego samego dnia.
Regulamin konkursu znajdziesz tutaj.


Post powstał we współpracy z Wydawnictwem Feeria.


A jeśli interesują Cię książki o tematyce przyrodniczej to koniecznie odwiedź sekcję POLECANE KSIĄŻKI

ewolucja-w-miejskiej-dzungli-mrowisko Ewolucja w miejskiej dżungli - recenzja

O autorze

Aneta Bywalec
Aneta Bywalec

Z wykształcenia biolog, z zamiłowania przyrodnik, w życiu szczęśliwa żona i mama. Jeśli masz pytania lub uwagi, napisz do mnie: [email protected]

5 komentarzy

Skomentuj
  • Wszystkie krukowate, ale jeśli mam się skupić na jednym, to wrony.
    Ich inteligencja sprawiła, że umieją radzić sobie w mieście jak mało które zwierzę. Wykorzystują infrastrukturę i elementy miejskiego życia, żeby ułatwić sobie zdobywanie pożywienia (wrzucanie orzechów przed jadący samochód itp.). Znakomicie wyszukują resztki jedzenia, są też ystarczająco duże i silne, żeby pokonać naturalnych wrogów.

    Muszę też przyznać, że miasto bez wron byłoby jakieś dziwne (bez gołębi i wróbli też). Bardzo lubię na nie patrzeć, przeczytałam kiedyś, że obserwowana wrona także zaczyna obserwować ludzi!

  • Mlecz – wyrośnie wszędzie i na wszystkim. Wśród betonu, asfaltu, chodników widać żółte płatki. Według mnie to superhero roślin. W dodatku jadalny jak by kogoś napadł glód w oczekiwaniu na autobus MPK 🙂

  • Wyniki konkursu:
    Książki wędrują do Joanny oraz Aniunitki – gratulacje! Na maile podane w komentarzu wysyłam wiadomość.
    A dwie książki z racji braku chętnych zostają ze mną na inną okazję – jeśli ktoś ma ochotę to wystarczy napisać, będzie nowy konkurs w innym terminie 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *